W samolocie do Dus dostałam, w ramach przekąski, trzy
plasterki mięsa w panierce na zimno, ziemniaki w plasterkach w jakiejś żółtej,
słodkiej mazi i precelki typu Lajkonik. Mieszanka smaków dziwna, ale smaczna.
Przypomniałam sobie o tym, ponieważ:
a) tutaj, zaraz po budkach z kebabem i sklepach z mięchem, najczęściej spotykam stoiska z preclami
b) Robert, nasz „tutejszy” rodak, powiedział mi dzisiaj, że Polacy między sobą nazywają pieszczotliwie Niemców „Kartoflami” z powodu ich wielkiej słabości do sałatki kartoflanej.
a) tutaj, zaraz po budkach z kebabem i sklepach z mięchem, najczęściej spotykam stoiska z preclami
b) Robert, nasz „tutejszy” rodak, powiedział mi dzisiaj, że Polacy między sobą nazywają pieszczotliwie Niemców „Kartoflami” z powodu ich wielkiej słabości do sałatki kartoflanej.
Owa mieszanka smakowa w samolocie była więc taką
kwintesencją kuchni niemieckiej. To skłoniło mnie do zgłębienia zamiłowań
kulinarnych naszych sąsiadów i dowiedzenia się czegoś więcej o preclach, które
wcześniej zupełnie nie pojawiały się w moich skojarzeniach odnośnie Niemiec.
Dzisiaj więc, Drogie Dzieci, ciocia Iza opowie Wam bajkę o
preclach, bo historia jest dosyć ciekawa.
Precle na dworcu znikają w zastraszającym tempie...
Otóż, jak głosi legenda, to, że możemy dzisiaj jeść precle o takim, a nie innym kształcie, zawdzięczamy kreatywności jednego z mnichów i… błędowi, który miał miejsce długo potem, przy okazji ich wypiekania.
Podobno pierwsze precle były wypiekane już w średniowieczu.
Jeden z mnichów (z Włoch lub Francji), zajmujących się wypiekaniem chleba,
postanowił stworzyć przekąskę-nagrodę dla dzieci, który nauczyły nowej
modlitwy. Ciasto uformował na kształt rąk skrzyżowanych na piersi (w tamtych
czasach modlono się właśnie w taki sposób) stąd taki, a nie inny wygląd precla.
Stworzone przez mnicha precle były miękkie. Piszę o tym, ponieważ dopiero dużo
później pojawiły się tak zwane precle twarde.
I teraz mam zagwozdkę, bo znalazłam dwie historie o "pomyłce"
w sztuce wypiekania precli.
Istnieje historia
mówiąca, że podczas pieczenia precli miękkich, pewien piekarz (czyli nie
wiadomo, kto konkretnie i skąd pochodził) przysnął i kiedy się obudził wstawił
precle ponownie do pieca i upiekł je drugi raz.
Jest też historia bezpośrednio związana z Niemcami, a
dokładniej z Bawarią ( podobno to właśnie Bawarczycy uważają się za odkrywców
precla). Według tej historii, 11 lutego 1839 Anton Nepomuk Pfanenbrenner,
piekarz z Monachium Royal Café, przygotowywał słodkie precle dla swoich gości. Pech
chciał, że zamiast posmarować je roztworem wody z cukrem, przypadkowo wziął
pojemnik z roztworem wodorotlenku sody - używanym do czyszczenia i dezynfekcji
blatów piekarni. Gdy się zorientował było już za późno, więc postanowił upiec
wszystko pomimo pomyłki . Precle wyszły z pieca z unikalną, kruchą, brązową
skórką, pod którą kryło się miękkie i smaczne wnętrze.
Swoją drogą, ciekawe, jak często przydarzały mu się takie pomyłki... ;-)
Dzisiaj zjadłam mojego pierwszego precla na niemieckiej
ziemi. Niebo w gębie. Mięciutki, cieplutki, słony, a jednocześnie słodki.
A zaraz idę na swoje pierwsze niemieckie piwo do... irish pub :D
Paaaa



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz