piątek, 11 stycznia 2013

Brezel story





 W samolocie do Dus dostałam, w ramach przekąski, trzy plasterki mięsa w panierce na zimno, ziemniaki w plasterkach w jakiejś żółtej, słodkiej mazi i precelki typu Lajkonik. Mieszanka smaków dziwna, ale smaczna. 



Przypomniałam sobie o tym, ponieważ:
a) tutaj, zaraz po budkach z kebabem i sklepach z mięchem, najczęściej spotykam stoiska z preclami
b) Robert, nasz „tutejszy” rodak, powiedział mi dzisiaj, że Polacy między sobą nazywają pieszczotliwie Niemców „Kartoflami” z powodu ich wielkiej słabości do sałatki kartoflanej.


Owa mieszanka smakowa w samolocie była więc taką kwintesencją kuchni niemieckiej. To skłoniło mnie do zgłębienia zamiłowań kulinarnych naszych sąsiadów i dowiedzenia się czegoś więcej o preclach, które wcześniej zupełnie nie pojawiały się w moich skojarzeniach odnośnie Niemiec.


Dzisiaj więc, Drogie Dzieci, ciocia Iza opowie Wam bajkę o preclach, bo historia jest dosyć ciekawa.















Precle na dworcu znikają w zastraszającym tempie... 



Otóż, jak głosi legenda, to, że możemy dzisiaj jeść precle o takim, a nie innym kształcie, zawdzięczamy kreatywności jednego z mnichów i… błędowi, który miał miejsce długo potem, przy okazji ich wypiekania.

Podobno pierwsze precle były wypiekane już w średniowieczu. Jeden z mnichów (z Włoch lub Francji), zajmujących się wypiekaniem chleba, postanowił stworzyć przekąskę-nagrodę dla dzieci, który nauczyły nowej modlitwy. Ciasto uformował na kształt rąk skrzyżowanych na piersi (w tamtych czasach modlono się właśnie w taki sposób) stąd taki, a nie inny wygląd precla. Stworzone przez mnicha precle były miękkie. Piszę o tym, ponieważ dopiero dużo później pojawiły się tak zwane precle twarde.


I teraz mam zagwozdkę, bo znalazłam dwie historie o "pomyłce" w sztuce wypiekania precli.

 Istnieje historia mówiąca, że podczas pieczenia precli miękkich, pewien piekarz (czyli nie wiadomo, kto konkretnie i skąd pochodził) przysnął i kiedy się obudził wstawił precle ponownie do pieca i upiekł je drugi raz. 


Jest też historia bezpośrednio związana z Niemcami, a dokładniej z Bawarią ( podobno to właśnie Bawarczycy uważają się za odkrywców precla). Według tej historii, 11 lutego 1839 Anton Nepomuk Pfanenbrenner, piekarz z Monachium Royal Café, przygotowywał słodkie precle dla swoich gości. Pech chciał, że zamiast posmarować je roztworem wody z cukrem, przypadkowo wziął pojemnik z roztworem wodorotlenku sody - używanym do czyszczenia i dezynfekcji blatów piekarni. Gdy się zorientował było już za późno, więc postanowił upiec wszystko pomimo pomyłki . Precle wyszły z pieca z unikalną, kruchą, brązową skórką, pod którą kryło się miękkie i smaczne wnętrze.
Swoją drogą, ciekawe, jak często przydarzały mu się takie pomyłki... ;-)


Dzisiaj zjadłam mojego pierwszego precla na niemieckiej ziemi. Niebo w gębie. Mięciutki, cieplutki, słony, a jednocześnie słodki.


 A zaraz idę na swoje pierwsze niemieckie piwo do... irish pub :D 

Paaaa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz