Sypnęło śniegiem. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy wyszłam z hotelu.
W
moim pokoju jest strasznie ciemno, nawet w dzień. Po weekendzie z
ograniczonym dostępem do światła,przestałam nawet wyglądać przez okno
(zresztą, i tak mogę popatrzeć sobie
jedynie na klatkę schodową i inne okna… )
Tym
bardziej cieszy mnie fakt, że pokonałam własne lenistwo i wybrałam się na
spacer, zarówno w sobotę, jak i niedzielę. Aż trudno było uwierzyć, że jest
styczeń! Owszem, było czuć w powietrzu zapowiedź śniegu, ale słońce i
otaczająca zieleń wprowadzały lekką konsternację. Zwłaszcza skrzyżowanie obok mojego hotelu:
Wciąż mijały mnie dzieci na
rolkach, hulajnogach, całe rodziny na rowerach. Do tego praktycznie co chwilę
słyszałam rytmiczne„chrzęst, chrzęst“ -
to biegacze korzystali z dobrej aury.
Sobota
upłynęła mi na spokojnym oswajaniu się z topografią miasta i jego rytmem nad
brzegiem Renu. Oczy, uszy i węch chłonęły
wszystkie bodźce. Wy, niestety (albo i stety, biorąc pod uwagę to, co wyczuł
mój nos :D ) musicie ograniczyć się do patrzenia:
Dworzec Kolejowy (podobno obsługuje średnio ok. 250 tysięcy osób)
Latarnia i popularne schody, na których wieczorami roi się od miłośników piwa
na świeżym powietrzu.
Tak wygląda Dusseldorf z perspektywy metra siedemdziesiąt pięć :) A tak z wysokości około 170 metrów w niedzielę:
Za 4 euro można było oderwać się na trochę od ziemi i ujrzeć miasto w całej okazałości. Jak pewnie zauważyliście, okna wieży są wstawione pod kątem (inaczej nie mogłabym zobaczyć "nóżki"), więc można się na nich prawie położyć. Wrażenie niesamowite. Musiałam się najpierw łapać kolumny obok okna, żeby zdecydować się na oparcie o nie. Cały czas bałam się, że okno wypadnie pod wpływem mojej wagi ;-)
Acha, dla zainteresowanych. Mieszkam przy Graf-Adolf-Strasse, zaraz obok dworca kolejowego. Pamiętacie moją angielską miejscówkę? Teraz, zamiast tęczowych flag, otaczają mnie... sklepy z erotyczną bielizną i wymyślnymi "zabawkami", kluby z filmami i kabinami, i takie różne "przyjemności" ;-)
Przy okazji: doznałam szoku kulturowego. Szok dopadł mnie w... toalecie damskiej. Jak do tej pory, trafiałam na automaty z tamponami i prezerwatywami, a tutaj... mini-wibratory i jeszcze jakiś wynalazek, o którym ze względu na godzinę (piszę to przed 23:00) nie będę wspominać.
Od razu do głowy zaczęły się dobijać myśli, dlaczego akurat wibratorki... Czyżby źle się działo w państwie niemieckim? Od razu powstrzymałam galopujące domysły wyobraźni i czym prędzej opuściłam toaletę. Czasem po prostu lepiej nie wiedzieć ;)
Gute Nacht!
















Skończ z tym Wurstem, bo nawet dzieci nie potrafią tego rozczytać :/
OdpowiedzUsuń