Gotowi? Do biurek start!
Dzisiaj wyszliśmy z Pawłem z hotelu o 8:00, żeby wcześniej pojawić
się w biurze, bo jak się okazało, musimy codziennie odwiedzać recepcję i
wyrabiać OD NOWA naszą przepustkę do kampusu, a tu przecież jeszcze trzeba
gdzieś usiąść. Szkoda, że zdjęcie jest już w bazie, może w końcu trafiłoby się
jakieś „normalne”. Przynajmniej tym razem poprawnie wprowadzono moje nazwisko.
Nasze wczorajsze miejsca jeszcze były
wolne, ale nasz mentor przesiadł się na drugą stronę, więc zajęliśmy miejsca
obok niego.
Okazało się, że dzisiaj nie tylko my próbowaliśmy dotrzeć do
pracy wcześniej, ale ci, którzy wybrali dojazd tak zwanym „drugim mostem”
utknęli w korku. Widzieliśmy niebieskie migające
światełka na „tym” moście w oddali, gdy przejeżdżaliśmy przez inny most
U-Bahnem i zastanawialiśmy się właśnie, co tam się wydarzyło ( podobno osiem
samochodów zderzyło się ze sobą, co spowodowało gigantyczny zator na drogach).
Dzisiaj tak naprawdę był mój pierwszy dzień „w pracy”. Byłam
na oficjalnym spotkaniu zwanym kick-off, gdzie dowiedziałam się, z kim pracuję
i co będzie do zrobienia. Potem było drugie spotkanie, tym razem w większym
gronie, gdzie dowiedziałam się… z kim pracuję i co będzie do zrobienia :) Nawet
Ovi, jeden z testerów, spóźnił się takim samym wdziękiem na oba spotkania. Ovi,
czyli Ovidiu, pochodzi z Rumunii i od dzisiaj jest moim oficjalnym mentorem. Jest
bardzo pociesznym człowiekiem i, co stwierdziłam z lekkim przerażeniem, jeszcze
bardziej zakręconym ode mnie. Coś czuję, że będzie się działo… ;-)
Oczywiście, miał także miejsce kolejny odcinek z serii „łoooo!”
podczas dłuższego spaceru po piętrze i wspomnianych wcześniej spotkań – wysokie
biurka (niczym te stoliki w ogródkach piwnych), szalone krzesła i fotele, a do
tego sale konferencyjne, do których ma się dostęp dopiero po rezerwacji i
wpisaniu na specjalnym wyświetlaczu swoich danych (to akurat jeszcze nie działa
zbyt dobrze, bo i tak po kilku minutach ślęczenia nad wyświetlaczem, człowiek
dowiaduje się, że nastąpił błąd połączenia i że tak naprawdę może sobie dać już
spokój… 1:0 dla technologii :D )
Pół godziny temu wróciłam do hotelu i raczej nie wcześniej
niż 8:00 dnia następnego go nie opuszczę. Zarządzam Wieczór Lenia z Trójką na
laptopie i mężem na „skajpowej” słuchawce. Rzekłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz