Zanim przejdę do niedzielnej opowieści, zagadka.
Co to jest?
Ano góra. Niby nic, a jednak. To jest Monte Kali. Sztuczna
góra usypana z… odpadów solnych. Jeśli wklepiecie sobie „Heringen” w gogle
maps, na pewno nie umknie Waszej uwadze duża biała „plama”.
Monte Kali stanowi dla mieszkańców Heringen swoisty
barometr. Latem, w ładny dzień jest biała i się skrzy, a kiedy nadchodzi
załamanie pogody, zmienia się w czarną, ponurą górę.
Urzekło mnie to miasteczko.
Totalnie.
Wszędzie urocze domy z charakterystycznym „murem pruskim”. W Niemczech mówi się na to fachwerk Haus, a w Polsce można się spotkać także z określeniem „szachulec” lub „fachówka” (dzięki Tato!).
Wszędzie urocze domy z charakterystycznym „murem pruskim”. W Niemczech mówi się na to fachwerk Haus, a w Polsce można się spotkać także z określeniem „szachulec” lub „fachówka” (dzięki Tato!).
W drodze do Bebry na pociąg
powrotny, Tata Kariny opowiedział mi nieco o tej „fachówce”.
Jak pewnie zauważyliście,
niektórym domom sporo brakuje do pionu. Po tym właśnie można było poznać, czy
właściciel był bogaty, czy biedny. Im bogatszy właściciel, tym lepsze materiały były używane i dom był bardziej
równy.
W dodatku, w tamtych czasach również
płacono za grunt, na którym stawiano dom. Bardziej kreatywni,
budowali więc piętrowe domy, zwiększając
nieco powierzchnię każdego piętra. Jak się
przyjrzycie zdjęciom, to zauważycie, że niektóre budynki wręcz „kłaniają się”
ulicom.
Pierwsze wzmianki o Rotenburgu pochodzą z 769 roku, a domy, które widzicie, bardzo często miały na frontach daty z wieku XVI lub XVII. Byłam pod wrażeniem, jak postarano się o odświeżenie większości z nich. Ciekawostka znaleziona w Internecie na temat tego miasteczka: zaraz po II wojnie
światowej nastąpił duży napływ uchodźców z Prus Wschodnich, Sudetów oraz
Górnego i Dolnego Śląska.
Rotenburg jednak zasłynął całkiem
niedawno w sposób dosyć kontrowersyjny. W 2001 roku mieszkaniec Rotenburga znalazł
przez Internet mężczyznę, który dobrowolnie dał się zabić i zjeść.
Dzięki Karina, teraz rozumiem
ukryte znaczenie tej wyprawy :D
Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy... I nie wiedzieć, kiedy, nastąpił niedzielny wieczór i trzeba było ładować się do pociągu powrotnego.
Pełna wrażeń i pozytywnych emocji powróciłam na łono Dusseldorfu, by odkryć ze zdumieniem, że podczas mojej nieobecności... zawitała wiosna :) Ko, ko, kochana Karino i kochani Czytelnicy, nie chcę Was "pocieszać", ale na przykład na dzisiaj zapowiadają tutaj.... 14 stopni na plusie....
Miłego dnia!











... ale latem to wszystko wygladaloby jednak o wiele ladniej ;)
OdpowiedzUsuńK.