W niedzielę wybraliśmy się do Koeln. W 40 minut byliśmy już
na miejscu. Zanim rozpoczęliśmy zwiedzanie, trzeba było się posilić. Postanowiłam po raz pierwszy kupić sobie Bratwurst.
Bardzo dobre!
Po posiłku mogliśmy spokojnie przystąpić do zwiedzania.
„O ja cież pierdzielę!”, jak to zwykła mawiać jedna z
bohaterek pewnego serialu.
Katedra jest niesamowita. Robi takie wrażenie, że człowiek
czuje się przy niej jak pyłek. Nieco mroczna, tajemnicza i monumentalna.
Zdjęcia na pewno tego nie oddają, większość nawet nie wyszła, ale wierzcie mi na słowo.
Zresztą, dała nam popalić. Po eksploracji jej wnętrza,
ruszyliśmy na podbój tarasu widokowego umieszczonego na jednej z wież katedry
ponad 150 metrów nad ziemią. Wysoko? Wysoko. I w dodatku prowadzą na ten taras
jedynie schody. Mnóstwo schodów. A dokładnie 533.
Jak widzicie, warto było się zmęczyć i wyczerpać limit wchodzenia po schodach na najbliższe kilka miesięcy.
Po wizycie w katedrze, ruszyliśmy do… muzeum czekolady. Trzeba było odnaleźć zagubione kalorie na krętych schodach katedry.
Można było zobaczyć cały proces wyrabiania czekoladek, a nawet załapać się na degustację wafelków oblanych ciepłą czekoladą z fontanny. To był nasz ulubiony punkt programu :)

Izoldkowe wariacje na temat Słodyczy :)
Oczywiście, można było również obkupić się w czekoladowe wyroby w sklepie przy wyjściu. A było w czym wybierać:
:)
To był pyszny, słodki weekend. Mam nadzieję, że tydzień też będzie przyjemny...

















Mmmmhmmm...ślinka aż cieknie na ten widok - widok słodyczy - rzecz jasna :) Kami
OdpowiedzUsuńDo kolekcji musisz sprobowac Currywurst i Fladenkuchen, no i prazone migdaly.
OdpowiedzUsuńIza... ten blog powoli jak u Maklowicza :D "Od jedzenia do jedzenia czyli z Iza dookola Europy" :D Pysznie!
pozdr - Kwoka ;)