W nocy znowu sypnęło, a w ciągu dnia zima cichcem dorzuciła jeszcze kilka łopat śniegu. Po pracy uskuteczniałam jazdę figurową na kozakach.
Dopadło mnie chyba jakieś osłabienie, więc siedzę pod kołdrą. Pozwolę sobie na udanie, że za oknem nie ma śnieżnej aury i zajmę się dzisiaj dalszym wspominaniem pięknego weekendu.
Muszę przyznać, że bardzo mi się podobają przechadzki po Dus. Praktycznie co kilka kroków można napotkać elementy przestrzeni miejskiej, które na chwilę wstrzymują rytmiczny krok spacerowicza.
Poniżej kilka przykładów:
Zauważyłam też kilka słupów ogłoszeniowych "z serii":
Mój wzrok przykuwały rozwiązania architektoniczne, zwłaszcza w przystani, gdzie starym budynkom podarowano drugie życie.
Przypadkiem udało mi się również uchwycić na zdjęciu "starą" i "nową" formę oświetlenia:
Ciekawym okazał się również budynek Stahlhof (prawdopodobnie baza handlowa) z 1908 roku:
Okazało się też, że dzięki architektonicznym tworom Dusseldorfu, udało mi się zrobić zdjęcie własnej osoby z lotu ptaka, stojąc na ziemi. Dla ułatwienia sobie, gdzie jestem, stanęłam między autami, po czym dopiero teraz, wrzucając to zdjęcie, zauważyłam, że zdecydowanie fajniej wyszedł ten pan obok ;)
Ciekawe rzeczy działy się też tuż nad Renem.
To jest regał miejski.
Ludzie mijali go tłumnie, nawet nie zwracając na niego uwagi ( ja też bym go nie zauważyła, gdyby nie pewna pani energicznie przegrzebująca jego wnętrze ;-) ). Cofnęłam się, żeby zobaczyć, co ciekawego oferują półki tego regału. Już po chwili pojawiło się więcej chętnych do zabrania książki ze sobą. Psychologia tłumu?
Najbardziej jednak utkwi mi w pamięci stado... owiec, pasące się jakby nigdy nic na drugim brzegu Renu.
Możliwe, że był to ich ostatni spacer przed wylądowaniem w kebabie, ale widok zaiste nieco surrealistyczny.
Na koniec zagadka - co to jest?
Odpowiedź wkrótce :)


















A mówią, że niemożliwe jest sr... pieniędzmi :) Kami
OdpowiedzUsuń