środa, 16 stycznia 2013

Zagubiona w wielkim mieście


Pierwszy raz w swoim życiu spotkałam się z sygnalizacją świetlną dla pieszych w trzech kolorach. Być może ma to związek z tym, że praktycznie wszędzie są ścieżki rowerowe i żółte światło pojawiło się na przejściach właśnie ze względu na jednoślady. To są jednak tylko moje domysły. 

"Zebry" pojawiają się sporadycznie. W większości przypadków natrafiłam na podobne oznaczenie przejść jak w Anglii. Za to kompletnie nie wiem, jak przechodzić w miejscach, gdzie nie ma żadnych świateł, oznakowanego przejścia, a ulica jest bardzo ruchliwa. Taka właśnie ulica jest zaraz obok mojego hotelu. Samochody jeżdżą w cały świat, ale zauważyłam, że gdy zamierzam wkroczyć na jezdnię, samochody, ba!, nawet autobusy natychmiast się zatrzymują. Może mam tu jakieś pierwszeństwo... Nie wiem. Wiem natomiast, że w Polsce zostałabym już pewnie jak nie potrącona, to na pewno "wytrąbiona". Oczywiście, złapałam się na tym, że rozglądam się "po angielsku". To, czego nie mogłam opanować na wyspach, teraz bez problemu uskuteczniam na niemieckich drogach... Lepiej późno, niż wcale. Szkoda tylko, że kompletnie bez sensu :P

W dodatku nigdy nie mogę być pewna, skąd nadjedzie auto. Ostatnio prawie zderzyłam się z maską jakiegoś "merca"... na chodniku pod hotelem. I tak, tym razem auto jechało, a nie stało :P 
Tak samo nad rzeką. Idę sobie chodnikiem (przynajmniej tak mi się wydaje), a tu znienacka wyłania się auto. Chyba nie zrozumiem tych zawiłych praw panujących tutaj...

Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że w Niemczech jest mocno rozwinięte pojęcie równouprawnienia, jeszcze bardziej niż w UK. Nieważne, jakiej jesteś płci i ile masz lat - wszyscy mają te same prawa, zarówno przy wsiadaniu/wysiadaniu, jak i samym siedzeniu. 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiaj rano znowu sypało. Jestem zaniepokojona tym faktem, bo to oznacza, że moje wielkie plany odkrywania okolicy będą jednak w wersji minimalistycznej. No nic, mówi się trudno.
Dzisiaj, na poprawę humoru, założyłam kolczyki wykonane przez uzdolnioną pociechę Hrabiny Marii Magdaleny.



Kolczyki te towarzyszyły mi podczas mojego pierwszego występu w Wytwórni jako przystawka przed zespołem Armia (choć i tak obstaję przy stwierdzeniu, że byliśmy pysznym deserem! To nic, że mikrofon mi nie działał :D ).

Piszę o tym, bo Hrabina ma dzisiaj urodziny i chciałabym jej życzyć wszystkiego najcudowniejszego; żeby Dziewczyny rosły duże, kreatywne i żeby były zdecydowanie lepsze z języka polskiego niż mój Monsch :D 






2 komentarze:

  1. Dziękuję Ci serdecznie za życzenia Frau Izabela. Mam tylko prośbę, żebyś za rok zapomniała o mnie w tym dniu. Żona Hrabiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy, przenigdy! :P Pamiętaj, że młodość, to nie etap w życiu, ale stan ducha :P I niech Cię te cyferki "zapitalające" na liczniku jak oszalałe nigdy nie przerażą. Tyle Ci powiem, o :P Słuchaj się starszej koleżanki :D

      Usuń